W piątek wszystkie szkoły w okolicy zawiesiły lekcje i uczniowie wraz ze swoimi nauczycielami wyszli, aby przyłączyć się do ogólnopolskiej akcji przeciwko reformie w oświacie. Klasy znalazły się na ulicach, polach i lasach. "To była prawdziwa lekcja demokracji i wolności" - zauważył jeden z dyrektorów.
Nauczyciele, pracownicy szkolni i uczniowie szli połączeni wspólną ideą - obroną swoich praw i walką z bezprawiem rządów. Śpiewano, wznoszono okrzyki. Pojawiły się różne transparenty, np. "Chcemy gimnazjów", "Dość dyktatury uczniów", "Niech żyje wolność i swoboda", "Nie chcemy zawodówek", "Dość sadzy w kominach".
Na ulice naszych miast i wsi wyszły prawdziwe tłumy. Do akcji przyłączyły się lokalne władze samorządowe oraz wiele osób popierających strajk. Byli też goście z zagranicy, ale przypadkowo, ponieważ pomylili maniefestacje. Załapali się jednak na grilla.
Niestety zdarzyły się drobne incydenty. W jednej z miejscowości podpalono kosz na śmieci, w innej rozbito butelkę z sokiem, gdzie indziej podeptano świeżo zasadzone drzewka. Nie obyło się bez interwencji policji i straży. Na szczęście nie było ofiar, a cała demonstracja zakończyła się wraz z ostatnim dzwonkiem szkolnym, późnym popołudniem. Dzwonki nieśli woźni z poszczególnych szkół.
Powyższy artykuł to fikcja i prima aprilisowy żart.